Mówi się, że w przeciągu ostatnich lat
znacznie zmniejszył się procent czytelnictwa w Polsce. Być może tylko ja mam
wrażenie, że gdziekolwiek nie pójdę, tam zawsze znajdzie się zafascynowany
czytelnik z głową w książce – w szkole na korytarzu, w autobusie, a nawet
kawiarni. Czytelnictwo stało się najpopularniejszym hobby, mam wręcz odwagę
powiedzieć, że wśród młodzieży jest uzależnieniem. Oczywiście nie tyczy się to
wszystkich, zawsze znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że preferuje oglądanie
filmów, a książki to tylko strata czasu i pieniędzy. Na szczęście rzadko
spotykam się z tego typu osobami. Prawdą jest, że nie każdy ma czas czytać (a
jeśli już go ma, to nie ma siły), co nie znaczy, że nie kochają tego robić i
nie wybierają się co sobotę do biblioteki w poszukiwaniu nowej sensacji. A
właśnie, biblioteka. Jedno z niewielu miejsc, które sprawia, że poprawia mi się
humor, czuję się lepiej i czuję motywację nawet do nauki. Z pozoru – miejsce
przeznaczone tylko do jednego – do wypożyczania książek. A jak jest naprawdę?
Wielokrotnie spotkałam się z sytuacją, gdy starsze siostry, a nawet bracia,
przyprowadzali swoje młodsze rodzeństwo, aby wzbudzić w nich zainteresowanie
kolorowymi stronami. Chcą od najmłodszych lat zarażać ich miłością do książek i
do cudownego miejsca, jakim jest biblioteka. Pozwolę sobie zacytować słowa
Magdy Umer – polskiej piosenkarki,wykonawczyni poezji śpiewanej oraz
dziennikarki – które doskonale podsumują to, co miałam na myśli pisząc powyższe
słowa: „Mnie bardzo buduje, gdy widzę w księgarniach, że młodzież siedzi sobie
na jakimś plecaku, na ziemi, pod regałami. I czyta książki, bo nie ma na nie
pieniędzy. I być może siedzi tam także dlatego, że ma nadzieję na spotkanie
kogoś, kto też będzie tak siedział z książką, i okaże się, że to jest właśnie
ta druga połówka jabłka. I potem będą opowiadać wnukom, że miłość swojego życia
spotkali w księgarni. ”. Książka jest
jedną z niewielu rzeczy, którą można dopasować do humoru. Może być zbawieniem
podczas nudnego wykładu, sposobem na poprawę złego humoru czy jedną z
możliwości rozładowania pozytywnej energii.
Osobiście,
pomimo tego, że szkoła nie pozwala mi na częste sięganie po książki
(najczęściej lektury), korzystam z nich w każdej wolnej chwili, a biblioteka
chyba na zawsze pozostanie moim ulubionym miejscem, w którym ukrywam się za
żółtymi stronami podczas nieobecności na lekcjach. Mam nadzieję, że nie jestem
jedyna, a przeświadczenie o spadku czytelnictwa w Polsce to tylko plotka.
Pokażmy, że się mylą i przenośmy się do tego wspaniałego, innego świata tak
często, jak to tylko możliwe.
Pozycja pierwsza to „W dżungli podświadomości” autorstwa wspaniałej Beaty Pawlikowskiej. Być może znacie tę pozytywną osobę z Radia Zet, w którym prowadzi audycję, a może trafiliście na nią podczas uczenia się języków obcych. Dziennikarka, fotograf, podróżniczka, pisarka, cudowna pocieszycielka – ostatnie określenie idealnie opisuje to, jaka jest Beata. Książka ta, a właściwie cały tom, jest o pozytywnym nastawieniu do życia. Autorka daje rady z własnego doświadczenia jak budzić się rano z uśmiechem i miłością do wszystkiego co nas otacza. Uczy doceniania śpiewu ptaków, zapachu roślin i szumu morza. Przykłady z jej życia doskonale pokazują każdemu czytelnikowi, że całkowita metamorfoza jest możliwa, a nasze życie leży tylko i wyłącznie w naszych rękach. Jak już wyżej pisałam, jej książki – te o pozytywnym myśleniu, jak i podróżnicze oraz serie „Blondynka na językach” są zbawieniem podczas nudnych lekcji oraz długich i samotnych wieczorów.
Drugą
pozycją jest „Dom na Wyrębach” Stefana Dardy. Pamiętam, że kilka lat temu będąc
w księgarni, wahałam się pomiędzy dwoma książkami – tą oraz drugą, autorstwa
jakiegoś zagranicznego pisarza. Wybrałabym tą drugą (żyłam w przekonaniu, że
polscy pisarze są beznadziejni), ale ze względu na ciekawą okładkę wybrałam
Dardę. Historia, z pozoru, wydaje się być banalna. Rozwiedziony mężczyzna w
pragnieniu rozpoczęcia wszystkiego od nowa, przeprowadza się za miasto, do
miejsca, gdzie wokół nie ma nic oprócz lasów i tajemniczego sąsiada. Okazuje
się, że ukrywa on coś, co w dalszych częściach opowieści będzie miała znaczący
wpływ na głównego bohatera. Moja miłość do thrillerów, wciągający przebieg
wydarzeń oraz interesujące wątki sprawiły, że nie mogłam oderwać się od tej
książki. Trzyma w napięciu, chwilami jest zabawna i co ważne – nieprzewidywalna.
Gorąco polecam te dwie książki, jeśli nie masz chęci do życia i nienawidzisz całego świata – Beata Pawlikowska będzie idealna, natomiast jeśli chcesz przyjemnie spędzić czas i przenieść się na chwilę do innego świata, zachęcam do sięgnięcia po „Dom na Wyrębach”.
Gorąco polecam te dwie książki, jeśli nie masz chęci do życia i nienawidzisz całego świata – Beata Pawlikowska będzie idealna, natomiast jeśli chcesz przyjemnie spędzić czas i przenieść się na chwilę do innego świata, zachęcam do sięgnięcia po „Dom na Wyrębach”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz