Łączna liczba wyświetleń

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Herbata i dobra książka, czyli idealny wieczór

        Mówi się, że w przeciągu ostatnich lat znacznie zmniejszył się procent czytelnictwa w Polsce. Być może tylko ja mam wrażenie, że gdziekolwiek nie pójdę, tam zawsze znajdzie się zafascynowany czytelnik z głową w książce – w szkole na korytarzu, w autobusie, a nawet kawiarni. Czytelnictwo stało się najpopularniejszym hobby, mam wręcz odwagę powiedzieć, że wśród młodzieży jest uzależnieniem. Oczywiście nie tyczy się to wszystkich, zawsze znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że preferuje oglądanie filmów, a książki to tylko strata czasu i pieniędzy. Na szczęście rzadko spotykam się z tego typu osobami. Prawdą jest, że nie każdy ma czas czytać (a jeśli już go ma, to nie ma siły), co nie znaczy, że nie kochają tego robić i nie wybierają się co sobotę do biblioteki w poszukiwaniu nowej sensacji. A właśnie, biblioteka. Jedno z niewielu miejsc, które sprawia, że poprawia mi się humor, czuję się lepiej i czuję motywację nawet do nauki. Z pozoru – miejsce przeznaczone tylko do jednego – do wypożyczania książek. A jak jest naprawdę? Wielokrotnie spotkałam się z sytuacją, gdy starsze siostry, a nawet bracia, przyprowadzali swoje młodsze rodzeństwo, aby wzbudzić w nich zainteresowanie kolorowymi stronami. Chcą od najmłodszych lat zarażać ich miłością do książek i do cudownego miejsca, jakim jest biblioteka. Pozwolę sobie zacytować słowa Magdy Umer – polskiej piosenkarki,wykonawczyni poezji śpiewanej oraz dziennikarki – które doskonale podsumują to, co miałam na myśli pisząc powyższe słowa: „Mnie bardzo buduje, gdy widzę w księgarniach, że młodzież siedzi sobie na jakimś plecaku, na ziemi, pod regałami. I czyta książki, bo nie ma na nie pieniędzy. I być może siedzi tam także dlatego, że ma nadzieję na spotkanie kogoś, kto też będzie tak siedział z książką, i okaże się, że to jest właśnie ta druga połówka jabłka. I potem będą opowiadać wnukom, że miłość swojego życia spotkali w księgarni. ”.  Książka jest jedną z niewielu rzeczy, którą można dopasować do humoru. Może być zbawieniem podczas nudnego wykładu, sposobem na poprawę złego humoru czy jedną z możliwości rozładowania pozytywnej energii.
           Osobiście, pomimo tego, że szkoła nie pozwala mi na częste sięganie po książki (najczęściej lektury), korzystam z nich w każdej wolnej chwili, a biblioteka chyba na zawsze pozostanie moim ulubionym miejscem, w którym ukrywam się za żółtymi stronami podczas nieobecności na lekcjach. Mam nadzieję, że nie jestem jedyna, a przeświadczenie o spadku czytelnictwa w Polsce to tylko plotka. Pokażmy, że się mylą i przenośmy się do tego wspaniałego, innego świata tak często, jak to tylko możliwe.
          Na koniec, chciałabym polecić moje dwie ulubione książki, które przeczytałam już milion razy i pewnie zdążę przeczytać je jeszcze kolejne milion :)

     Pozycja pierwsza to „W dżungli podświadomości” autorstwa wspaniałej Beaty Pawlikowskiej. Być może znacie tę pozytywną osobę z Radia Zet, w którym prowadzi audycję, a może trafiliście na nią podczas uczenia się języków obcych. Dziennikarka, fotograf, podróżniczka, pisarka, cudowna pocieszycielka – ostatnie określenie idealnie opisuje to, jaka jest Beata. Książka ta, a właściwie cały tom, jest o pozytywnym nastawieniu do życia. Autorka daje rady z własnego doświadczenia jak budzić się rano z uśmiechem i miłością do wszystkiego co nas otacza. Uczy doceniania śpiewu ptaków, zapachu roślin i szumu morza. Przykłady z jej życia doskonale pokazują każdemu czytelnikowi, że całkowita metamorfoza jest możliwa, a nasze życie leży tylko i wyłącznie w naszych rękach. Jak już wyżej pisałam, jej książki – te o pozytywnym myśleniu, jak i podróżnicze oraz serie „Blondynka na językach” są zbawieniem podczas nudnych lekcji oraz długich i samotnych wieczorów.

       Drugą pozycją jest „Dom na Wyrębach” Stefana Dardy. Pamiętam, że kilka lat temu będąc w księgarni, wahałam się pomiędzy dwoma książkami – tą oraz drugą, autorstwa jakiegoś zagranicznego pisarza. Wybrałabym tą drugą (żyłam w przekonaniu, że polscy pisarze są beznadziejni), ale ze względu na ciekawą okładkę wybrałam Dardę. Historia, z pozoru, wydaje się być banalna. Rozwiedziony mężczyzna w pragnieniu rozpoczęcia wszystkiego od nowa, przeprowadza się za miasto, do miejsca, gdzie wokół nie ma nic oprócz lasów i tajemniczego sąsiada. Okazuje się, że ukrywa on coś, co w dalszych częściach opowieści będzie miała znaczący wpływ na głównego bohatera. Moja miłość do thrillerów, wciągający przebieg wydarzeń oraz interesujące wątki sprawiły, że nie mogłam oderwać się od tej książki. Trzyma w napięciu, chwilami jest zabawna i co ważne – nieprzewidywalna.
          Gorąco polecam te dwie książki, jeśli nie masz chęci do życia i nienawidzisz całego świata – Beata Pawlikowska będzie idealna, natomiast jeśli chcesz przyjemnie spędzić czas i przenieść się na chwilę do innego świata, zachęcam do sięgnięcia po „Dom na Wyrębach”. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz