Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 21 grudnia 2014

Bio-chemy, mat-fizy i humany, czyli jak nie dać się zamknąć w worku

      Problem, który postaram się dzisiaj opisać, dręczy mnie już od dłuższego czasu. Często zadawałam sobie pytanie, czy to ze mną jest coś nie tak? A może jednak z otaczającymi mnie ludźmi? Każdy z nas ma swoje pasje, większość jest także ściśle przydzielona do określonych grup, można by nawet powiedzieć, że są włożeni do czarnych worków, z których jedynym wyjściem jest długie i męczące rozplątywanie węzła. Mowa oczywiście o tak zwanych bio-chemach, mat-fizach, humanach czy innych przedmiotowych osobowościach. Coraz częściej spotykam się z nastawieniem pt. „Jestem z tego profilu, więc żadne inne przedmioty mnie nie interesują.” Kiedyś sama twierdziłam, że to prawda. W końcu, prawidłowe jest zajęcie się tym co robi się najlepiej, a można całkiem dobrze na tym wyjść i szkoda zaprzątać sobie głowy innymi przedmiotami. Po pewnym czasie, trafiając na wspaniałych nauczycieli, którzy zarażali mnie swoją miłością do języka polskiego, sama go pokochałam. Zdałam sobie sprawę z tego, że język polski jest przedmiotem,        w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Tematy wierszy, pieśni czy sonetów są przeróżne. Można nie lubić gramatyki, można nie lubić słowotwórstwa, pisania czy nawet poezji, ale czy można nie interesować się żadną z tych rzeczy? Kto z nas nie ma swojej ulubionej książki? A ile osób nie ma    w pamięci jakieś jednego wiersza czy autora, który gdzieś głębiej do nas trafił? Można by powiedzieć, że to język polski, jest neutralny, więc się nie liczy. A geografia? Dla większości wkuwanie nazw skał i rodzajów ziemi jest nudne, ale czy jest ktoś komu nie marzy się podróż             w nieznane, kogo nie ciekawi kultura innych krajów albo piękne stolice? Myślę, że w większości złe opinie są jedynie złym nastawieniem. Szkoła niestety popełnia błąd zmuszając nas do nauki i robiąc   z tego sens życia. Naturalnym zachowaniem człowieka jest poznanie świata. Uważam, że twierdzenie o zainteresowaniu tylko do jednego rodzaju przedmiotów jest błędne. Oczywiście, że można nie mieć tej łatwości rozwiązywania zadań, że można nie mieć pamięci do słówek czy wystarczająco dobrej wyobraźni do fizyki, ale czy to dyskwalifikuje nas do poznawania świata? Czy nie jest piękne to, że jesteśmy w stanie zrobić rzeczy, które jeszcze wczoraj wydawały nam się nieosiągalne? Uważam,   że podział na „humanów”, „bio-chemów” i innych jest dobry jedynie wtedy, kiedy przedmioty te są przez nas bardziej rozwijane od innych, co nie znaczy, że są jedynymi rozwijanymi.
Świat, który nas otacza jest tak ciekawy, że przyjemnością powinno być dla nas jego odkrywanie. Uczmy się, bo warto. I nie patrzmy na to, czy są to przedmioty z naszej specjalizacji, czy nie. Jeśli komuś jest szkoda czasu i woli skupić się na jednym – jego strata. Weźmy pod uwagę to, że nie dostajemy do końca życia takiej pomocy, jaką jest szkoła. Ktoś przyjdzie, każe Ci otworzyć książkę, wskaże Ci palcem obrazki, a na koniec o nich opowie. Rzeczy, których nie uczymy się w szkole, takie jak nauka gry na gitarze, rzeźba, intensywny sport czy nawet głupie malowanie paznokci wydaje nam się ciekawsze od tego, czego nas uczą, wydaje się być tylko ”nasze”.  A dlaczego? Dlatego, że nikt nie każe nam tego robić. Podchodzimy do tego z własnej woli. I tak też powinno być ze szkolnymi przedmiotami. Poświęćmy im chwilę, zanim ktoś nas do tego zmusi, a obiecuję,          że staną się o wiele ciekawsze. 









2 komentarze: